Archiwum Polityki

Procedura

Kiedy Andrzej Dombrowski, 53-letni inżynier-energetyk z Mławy, został mianowany świadkiem w sprawie kryminalnej, uznał, że to zabawne. Oskarżonego nie znał, o przestępstwie nic nie wiedział, ot, zwykła pomyłka. Ale wkrótce zrozumiał, że ze sprawiedliwością żartów nie ma. Świadek ma same obowiązki, żadnych praw. Wypisać się z tej funkcji nie sposób. A najgorsze, że nikt człowieka nie chce przesłuchać. Więc pan Dombrowski pomyślał: źle być świadkiem, który nic nie wie.

Wszystko zaczęło się od wizyty w domu państwa Dombrowskich pewnej mławskiej policjantki. Przyjęła ją małżonka naszego bohatera, osoba dotknięta nieuleczalną chorobą, a przez to bardziej podatna na stresy. Policjantka była tajemnicza. Wypytywała, co pani Dombrowska wie na temat auta marki Opel-Ascona. Kobieta nic nie wiedziała, zresztą w ogóle w temacie samochodowym nie była szczególnie mocna. Wówczas funkcjonariuszka zażądała, aby pan Dombrowski (akurat był poza domem) po powrocie stawił się w komendzie, musi odpowiedzieć na ważne pytania.

Polityka 23.2001 (2301) z dnia 09.06.2001; Społeczeństwo; s. 82