Archiwum Polityki

Z lasu na wojny i pokoje

Dwie rozgłaszane o Wiesławie Walendziaku prawdy są tak różne, że niemal identyczne. Przyjaciele mówią: postać wybitna, bezkompromisowa i moralnie czysta, walcząca o cele zasadnicze. Przeciwnicy z prawicy mówią: pazerny na władzę intrygant, bezwzględny w walce o wpływy (ci z lewicy dorzucają jeszcze: bolszewik z krzyżem). Obie opinie sugerują osobowość wykutą z jednorodnej bryły, starannie pokrytą ideologicznym teflonem. Ale obie zdają się pomijać fakt, że Wiesław Walendziak to także osobowość subtelnie pęknięta, niemal hamletowska. Twierdzi, że całkiem często powraca do niego dylemat: być albo nie być. W polityce, oczywiście.

Donald Tusk nie ma żadnych wątpliwości: – To absolutny zwierz polityczny. Twardy, konsekwentny, często stosujący zasadę, że cel uświęca środki. Jak się jednak okazuje, w zwierzu tym delikatnie bije serce wrażliwe. – Wiesiek to niezwykły talent polityczny, który nienawidzi polityki – diagnozuje jego przyjaciel Jacek Rusiecki, wiceprezes Agencji Reklamowej Plus. – Najchętniej zaszyłby się w lesie i przyrodę podglądał, pisał, czytał.

Kiedy się jest w polityce, o czas na czytanie dla przyjemności trudno, dlatego poseł Walendziak nosi po Sejmie lektury w teczce, gotów do nich zajrzeć w każdej wolnej chwili.

Polityka 22.2001 (2300) z dnia 02.06.2001; Społeczeństwo; s. 86