Archiwum Polityki

Bułgarzy nad chodzą

Wkrótce przestaniemy być najbiedniejszym państwem Unii, zastąpi nas Bułgaria. Również panowie Giertych i Lepper mogą stracić renomę czołowych populistów we wspólnej Europie na rzecz lidera Ataki Wolena Siderowa.

Niebieskie wygwieżdżone flagi powiewają w Sofii już od dawna. Rząd jest z siebie dumny, ale obywatele są obrażeni, że w wejściu do Unii wyprzedzili ich Węgrzy, Czesi, Polacy, a przecież rzymskie ruiny przypominają, że tu Europa była znacznie wcześniej.

Im bliżej Unii, tym więcej wątpliwości. Bułgarzy wchodzą do Europy ze swoją biedą. Socjologowie ostrzegają, że szok na tle materialnym może wywołać napięcia, że społeczeństwo jest bezgranicznie zmęczone walką o byt i stylem uprawiania polityki przez rządzących. Potwierdzają to niedawne nieupublicznione badania: prawie 60 proc. obywateli ma problemy natury psychicznej. Na ulicach Sofii coraz częściej spotyka się ludzi mówiących do siebie, roztargnionych, samotnych. Psychologowie wyjaśniają, że to efekt wielu lat życia w potężnym stresie. W przetrwaniu pomogła wizja Unii, bo dawała nadzieję.

Przyjęcie do Unii jest często idealizowane, rośnie oczekiwanie, że automatycznie rozwiąże tutejsze problemy, że to Unia weźmie na siebie odpowiedzialność. – Ta nadzieja na zmiany jest trochę magiczna, ale przynajmniej jednoczy ludzi – wyjaśnia Velina Topolowa, wiceszefowa Instytutu Socjologii Bułgarskiej Akademii Nauk.

Po cichu mówi się, że to nie sympatia do Bałkanów zdecydowała, lecz polityka. Alternatywą wobec Unii jest Rosja, która od wieków miała tu interesy i zwolenników. Bułgaria jest uzależniona od rosyjskich surowców, od ropy, gazu, tędy biegnie gazociąg na Bałkany. Paliwo dla elektrowni jądrowej Kozłodój dostarczają Rosjanie, oni też odbierają odpady.

Rafinerię w Burgas kupił Łukoil; potężny koncern nie ma równego konkurenta, rządzi rynkiem i poniekąd krajem. Także Gas-prom zdobył tu strefę wpływów: Sofia płaci za gaz mniej niż inne kraje, bo nie pobiera opłat za tranzyt.

Polityka 45.2006 (2579) z dnia 11.11.2006; Świat; s. 54
Reklama