Archiwum Polityki

Szef Shella jako Szekspir

Najżywsze spory w kuluarach tegorocznego Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego Kontakt w Toruniu wywołał występ włoskiego zespołu, w którym wzięli udział niepełnosprawni. Polska widownia, nieprzyzwyczajona do łączenia sztuki z pracą terapeutyczną zareagowała skrajnie spolaryzowanymi emocjami: od wzruszenia po złość. Czy świadczy to źle o nas, zblazowanych, których dopiero ekstremalne okoliczności widowiska potrafią wyrwać z obojętności – czy źle wypada myśleć raczej o zawartości festiwalowego afisza, na niewiele, poza obojętnością, zasługującej?

O spektaklu kompanii Pippa Delbono w samej rzeczy trudno mówić beznamiętnie. W pierwszej scenie mały człowiek z unieruchomioną twarzą i niewidzącym spojrzeniem tkwi przy rampie z naręczem białych kwiatów, obojętny na wszystko wokół. Bezbrzeżnego smutku tej sylwetki nie oddałby żaden aktor. Trzeba być kompletnym krokodylem, żeby nie puścić wodzy współczuciu. W miarę trwania spektaklu życzliwości zaczyna jednak towarzyszyć irytacja. Przedstawienie składa się z szeregu naśladowczych etiud: wykonawcy kopiują znane z telewizji sytuacje (machają batutą udając dyrygenta, naśladują pod play-back piosenkarzy) bądź robią, co umieją: na przykład tańczą.

Polityka 24.2000 (2249) z dnia 10.06.2000; Kultura; s. 50