Archiwum Polityki

Miodobranie

Rada uchwaliła, że trzeba wyremontować wieżę kościoła w naszym miasteczku i przeznaczyła na ten cel odpowiednią sumę z budżetu. Kościółek jest w końcu XIII-wieczny, do tego stoi koło szkoły, a wstyd by był, gdyby dzieci widziały, że zabytek się sypie. Ogłoszono oczywiście przetarg. Wygrał, to chyba oczywiste, murarz z naszego miasteczka. Tak zadecydowała merowa.

Nie to, żeby nasz człowiek był najtańszy czy najbardziej kompetentny. Ale ani on, ani merowa nie są w ciemię bici. Murarz swoje zarobi (całkiem niezły kontrakt), a u merowej kruszy się mur w ogrodzie. Pani merowa nie musi się więc już martwić o swój sparszywiały mur. Czego się nie robi dla przyjaciół. Że to jest mały interes? – Rzecz jasna, że to jest mały interes. Interes jest mały, bo miasteczko jest małe.

Paryż to już jest większa betka. Mer Paryża nie wynajmuje więc synowi jakiegoś M-2, ale należący do miasta sześciopokojowy apartament w ekskluzywnej dzielnicy.

Polityka 5.2001 (2283) z dnia 03.02.2001; Świat; s. 38