Archiwum Polityki

Pół na pół

Polska, która jako jedyna obok Białorusi ciągle nie ma ustawy reprywatyzacyjnej, po raz kolejny staje przed wyzwaniem. Jak zadośćuczynić tysiącom obywateli, którzy po wojnie utracili majątek na mocy dekretów i ustaw nacjonalizacyjnych? Sejmowy projekt reprywatyzacji czeka teraz na akceptację Senatu i podpis prezydenta. Na decyzję czeka także 170 tys. (jak się szacuje) byłych właścicieli i ich spadkobierców. Jeśli po raz kolejny nie uzyskają rozstrzygnięć ustawowych, nadal będą dochodzić sprawiedliwości na drodze sądowej. W Polsce i za granicą. Przed reprywatyzacją – w takiej czy innej formie – nie ma ucieczki. Również przed gigantycznymi kosztami, jakie ze sobą niesie. Jak ten cały proces przeprowadzić – ciągle nie ma dobrego pomysłu.

Komu i co oddać z przejętego przez państwo po 1944 r. prywatnego majątku spierano się od zarania III RP. Senat opowiedział się za reprywatyzacją już w 1990 r., rok później premier Jan Olszewski w swoim exposé zapowiedział, iż jego rząd przedłoży nie tylko projekt ustawy o powszechnej prywatyzacji, ale i o reprywatyzacji. „Ustawy te muszą zyskać akceptację społeczną i być oparte na kompromisie uwzględniającym trudną sytuację finansową państwa – mówił premier w Sejmie – między zadośćuczynieniem za szkody materialne i moralne wyrządzone przez komunistów a interesem powszechnym”.

Polityka 4.2001 (2282) z dnia 27.01.2001; Raport; s. 3