Archiwum Polityki

Bush już

Zimno i marznący deszcz w dniu inauguracji prezydentury George’a W. Busha wygnały z ulic mieszkańców Waszyngtonu i na trasie przejazdu nowego 43 prezydenta USA rzucali się w oczy głównie demonstranci z transparentami „Hail to the Thief” (aluzja do „ukradzenia” wyborów), oddzieleni od kawalkady limuzyn szczelnym kordonem policji. Ameryka nie widziała takich obrazków od inauguracji Nixona w 1973 r., u szczytu protestów przeciw wojnie wietnamskiej.

Bush od początku balansuje między oczekiwaniami swojego konserwatywnego elektoratu a koniecznością dopasowania się do ograniczeń wynikających z wątłego mandatu. Przemówienie inauguracyjne skierowane było głównie do 51 proc. Amerykanów, którzy na niego nie głosowali, lub nawet do 20 proc., którzy kwestionują prawowitość jego władzy. Obietnica budowy jednego społeczeństwa miała być pojednawczym gestem w stronę niepogodzonych z Bushem czarnych i lewicowych wyborców. Ważne też jednak, czego prezydent nie powiedział.

Polityka 4.2001 (2282) z dnia 27.01.2001; Wydarzenia; s. 15