Archiwum Polityki

Ludzie jak kleksy

Narastające przez cały XX wiek, z mocą śnieżnej lawiny, wrzawa i zachwyt nad sztuką impresjonistów powinny w równym stopniu skłaniać do przemyśleń historyków sztuki jak i socjologów oraz psychologów. Francuzi zawsze potrafili swoje pomysły i produkty sprzedać światu jako coś niezwykłego i najlepszego. Udało im się z szampanem, Lazurowym Wybrzeżem, perfumami, udało i z malarstwem. Uczynili z impresjonistów najważniejszy ruch artystyczny w historii sztuki.

Dziś nazwiska Moneta, Pissarra czy Degasa wypada wymawiać jedynie z szacunkiem i najwyższym uznaniem. Na aukcjach ceny ich obrazów sięgają gwiazd, a w muzeach ich płótna stanowią zawsze największą atrakcję. A przecież początki były nieciekawe i wszystko wskazywało, że impresjoniści przejdą do historii co najwyżej jako dziwaczny malarski epizod. Pierwszą wystawę impresjonistów, zorganizowaną w 1874 r. w atelier fotografa Nadara, tak komentował jeden z krytyków: „Otworzono wystawę, o której mówi się, że jest wystawą malarzy.

Polityka 4.2001 (2282) z dnia 27.01.2001; Kultura; s. 62