Archiwum Polityki

Trzeci język

10 lat temu wydawało się, że sprawy ułożą się jak w przekornym tytule książki Jerzego Jarzębskiego „Pożegnanie z emigracją”. Że po odzyskaniu niepodległości podział na literaturę emigracyjną i krajową nie ma racji bytu, bo istnieje tylko jedna literatura polska.

W euforii 1989 r. spodziewano się fali pisarskich powrotów z emigracji. I kilka z nich rzeczywiście nastąpiło, choć może niedokładnie tak, jak to sobie wtedy wyobrażano. Na stałe wrócił np. Sławomir Mrożek, ale Czesław Miłosz i Janusz Głowacki są wciąż jedną nogą w Ameryce. Powrót Edwarda Redlińskiego i jego wściekły paszkwil na emigrację „Szczuropolacy” przypominał raczej trzaśnięcie drzwiami. Gustaw Herling-Grudziński, Stanisław Barańczak i Adam Zagajewski – by wymienić tylko te trzy najbardziej chyba znane nazwiska – bywają w Polsce raczej rzadko.

Polityka 23.2000 (2248) z dnia 03.06.2000; Kultura; s. 65