Archiwum Polityki

Miejscówki do raju

Czternastoletni Jusuf został ranny już w pierwszym dniu Intifady Al-Aksa, zwanej tak od nazwy meczetu na Świątynnym Wzgórzu. Miejscowej telewizji oświadczył dumnie, że skłonny jest umrzeć za dobrą sprawę, za palestyńską flagę powiewającą w miejscu, skąd Prorok wstąpił w niebiosa. Ale Achram Hidżazi, bezrobotny ojciec Jusufa i jeszcze dziesięciorga dzieci, ma odmienne zdanie: „meczety są ważne, stolica w Jerozolimie jest ważna, ale cóż mi po tym, skoro nie będę mógł wrócić do domostwa moich rodziców we wsi Szejch Munis”.

Izrael przekaże Palestyńczykom wschodnią Jerozolimę, łącznie ze Świątynnym Wzgórzem, w zamian za to Palestyńczycy zrezygnują z żądania „prawa powrotu” dla uchodźców rozsianych po całym Bliskim Wschodzie. Taka jest kwintesencja ostatniej, rozjemczej propozycji prezydenta Clintona.

Izraelski premier Ehud Barak przyjął propozycję prezydenta USA mimo protestu kół narodowo-religijnych. Jaser Arafat uchyla się od wyraźnej odpowiedzi. Jeśli nie zmieni zdania, wynik będzie nieunikniony: wschodnia Jerozolima zostanie w rękach Izraelczyków, palestyńscy uchodźcy zostaną w swoich lepiankach.

Polityka 2.2001 (2280) z dnia 13.01.2001; Świat; s. 35