Archiwum Polityki

Giertych odciąża córką

Do krucjaty liberalnej krytyki literackiej przeciwko Romanowi Giertychowi dołączają niestety niektórzy dyspozycyjni dziennikarze, tocząc brudną pianę na klawiatury laptopów i próbując wciągnąć w swoją grę córkę ministra. Pytają oni mianowicie, dlaczego minister posłał swoją latorośl do szkoły prywatnej?

Na szczęście minister nie traci klasy i spokojnie wyjaśnia, że dlatego, iż szkoła ta spełnia po prostu wysokie standardy edukacyjne: po pierwsze ma program wychowawczy, który mu odpowiada, po drugie jednym z dyrektorów szkoły jest jego brat, a po trzecie placówka ta znajduje się pod opieką księży z Opus Dei.

Minister przyznaje, że mimo jego nieustannych wysiłków zmierzających do usunięcia ze szkół zjawisk szkodliwych, takich jak narkotykowa dilerka czy utwory Gombrowicza, szkolnictwo publiczne wciąż jeszcze boryka się z problemami, które na szkolnictwie tym kładą się cieniem. Ale minister zapewnia, że kiedy tylko wdrażana przez niego reforma zakończy się, kiedy wszystkie szkoły publiczne będą już miały program wychowawczy, który mu odpowiada, ich dyrektorami będą członkowie jego rodziny, a opiekę nad nimi przejmą księża z Opus Dei, natychmiast do jednej z takich szkół pośle swoją córkę.

Roman Giertych nie kryje, że kontrowersyjnej decyzji przyświecała także idea przyoszczędzenia grosza publicznego. – Ta szkoła nie dostaje subwencji oświatowej na inwestycje, więc posyłając swoją córkę właśnie tam, odciążyłem budżet państwa – wyznaje publicznie.

Środowisko odetchnęło z ulgą, bo wreszcie wyjaśniło się, skąd minister Giertych weźmie pieniądze na podwyżki dla nauczycieli.

Polityka 40.2006 (2574) z dnia 07.10.2006; Fusy plusy i minusy; s. 123
Reklama