Archiwum Polityki

Rembrandt za piętnaście wołów

Miłośnicy filmu „Rejs” zapewne pamiętają refleksję o dawnych malarzach, którzy „malowali ludzi starych i pokurczonych”. Otwarta ostatnio w amsterdamskim Rijksmuseum wielka wystawa „Chwała złotego wieku” przekonuje, że przynajmniej możliwości twórców holenderskich wykraczały daleko ponad geriatryczne portrety. Malarstwo północnych Niderlandów w XVII w. to była prawdziwa rewolucja.

Arnold Hauser w „Społecznej historii sztuki i literatury” przypominał, iż już około 1560 r. w Antwerpii malarstwem i grafiką trudniło się około 300 mistrzów, podczas gdy w tym samym czasie w mieście działało nie więcej jak 170 piekarzy i 80 rzeźników. Malarstwo, podobnie jak uprawa tulipanów, stało się masowym narodowym hobby, a obrazy – dobrem powszechnym. Kupowano je dla dekoracji domów jako lokatę pieniędzy, dla przydania sobie prestiżu. Oryginalne dzieła sztuki zdobiły nie tylko domy bogatych mieszczan, ale masowo trafiały także pod strzechy, kupowane na targach przez co zamożniejszych rolników.

Polityka 20.2000 (2245) z dnia 13.05.2000; Kultura; s. 60
Reklama