Archiwum Polityki

Aparat na części

Widmo rozpadu – jaki dosięgnął AWS – krąży teraz nad SLD. Sprawna ponadstutysięczna armia Leszka Millera, która jeszcze rok temu maszerowała równym krokiem, zmieniła się w skłócone, szarpane konfliktami, rozproszone grupy pospolitego ruszenia.

Gdyby dziś spisać wszystkie spory i konflikty, które trapią SLD, lista nie miałaby końca. Młodzi ścierają się ze starymi. Ojcowie założyciele Socjaldemokracji RP – z tymi, którzy przyszli na gotowe, na dodatek z życiorysami słabo wypranymi z pezetpeerowskiej przeszłości i nawykami w ogóle z tej przeszłości niewypranymi. Baronowie, czyli szefowie wojewódzkich organizacji – z kandydatami na nowych baronów, którzy depczą im po piętach w nadziei na objęcie partyjnych funkcji i stanowisk. Premier ściera się z baronami, których chce zmusić do ustąpienia. Rząd z własnym zapleczem politycznym. Lewicowcy – z tymi, którzy chcą bardziej do centrum. Narasta też niechęć do prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, który nie dość, że przestał mieć ponoć serce po lewej stronie, to jeszcze jest entuzjastą polityki nadmiernie proamerykańskiej. W szeregach SLD dodaje się od razu: dla własnego przyszłego, niepewnego zresztą, stanowiska w jakichś międzynarodowych strukturach.

Traci więc w SLD urok i moc sprawczą zarówno prezydent wszystkich Polaków jak i żelazny do niedawna kanclerz. Podczas ostatniej Rady Krajowej SLD, która właśnie miała dokonać powyborczego rozrachunku, wszyscy zgodnie zauważyli, że kiedyś, gdy Miller przemawiał, na sali panowała cisza, tym razem był szum, spacery w kuluarach, rozmowy.

Siła baronów

Już ponad dwa lata temu Jan Rokita wieścił, że następuje proces polonizacji SLD. Rozumiał przez to, że Sojusz przestaje być monolitem, upodabnia się do ówczesnej AWS targanej sprzecznościami. Wówczas tę diagnozę kwitowano wzruszeniem ramion, dziś coraz częściej się ją przypomina. Najbardziej widowiskowym jej przejawem jest absorbujący opinię publiczną bunt szefów wojewódzkich struktur partii, którzy zasiedli w rządzie i nie chcą zrezygnować ze stanowisk partyjnych, mimo że zostali do tego przez premiera zobowiązani.

Polityka 50.2002 (2380) z dnia 14.12.2002; Kraj; s. 28
Reklama