Archiwum Polityki

Wołowa ruletka

Epidemia BSE zwana popularnie chorobą szalonych krów rozlała się po Europie docierając do granic Polski. Choć u nas – odpukać – ani jedna krowa na nią jeszcze nie zapadła, mamy już pierwsze objawy wściekłości. Wściekli są weterynarze na lekarzy i vice versa. Wściekły (a co najmniej – zły) jest minister rolnictwa na ministra zdrowia. Wściekli są hodowcy i importerzy bydła, producenci pasz, handlowcy. Tradycyjnie wścieka się też Andrzej Lepper. W obawie przed wściekłością konsumentów wprowadzono zakaz importu bydła oraz wołowiny i jej przetworów z krajów objętych chorobą. Czy mamy powody bać się befsztyka wołowego?

Choroba nazywa się fachowo bydlęcą encefalopatią gąbczastą (BSE). Powoduje ona degeneracyjne zmiany w mózgu zwierzęcia i ze względu na objawy określana jest jako choroba szalonych krów. Czynnikiem chorobotwórczym jest pewna odmiana białka zwana prionem PrPsc. Pojawia się on w mózgu oraz centralnym układzie nerwowym chorego zwierzęcia i zapewne nie stanowiłby wielkiego problemu epidemiologicznego, gdyby człowiek nie zmusił krów do kanibalizmu. Odpady po uboju zwierząt w rzeźniach przerabia się na mączkę mięsno-kostną w formie granulatu paszowego.

Polityka 50.2000 (2275) z dnia 09.12.2000; Kraj; s. 20