Archiwum Polityki

Znikąd donikąd

Alberto Fujimori uciekł z pokładu okrętu, który najpierw ocalił, a później skierował na dno. W drodze powrotnej z międzynarodowej konferencji państw Basenu Pacyfiku w Brunei prezydent Peru zatrzymał się w Japonii – ojczyźnie swoich przodków, skąd przez adiutanta odesłał do Limy insygnia kurczącej się z dnia na dzień władzy i list z rezygnacją. Parlament nie przyjął dymisji i uznał inżyniera Fujimori za moralnie niezdolnego do sprawowania władzy.

Dziesięć lat temu Alberto Kenyo Fujimori Fujimori (tak brzmi jego pełne imię i nazwisko) był szerzej nieznanym agronomem i rektorem uczelni. Peru, piękny ale biedny kraj, znajdowało się w stanie katastrofalnym. Z rąk lewicowej partyzantki Świetlisty Szlak i Tupac Amaru ginęło rocznie 20 tys. osób. Panował strach i terror. Turyści i inwestorzy trzymali się od Peru z daleka. Inflacja wynosiła ponad 7000 proc. Tradycyjny system polityczny był skompromitowany przez korupcję i nieskuteczność.

Polityka 50.2000 (2275) z dnia 09.12.2000; Świat; s. 40