Archiwum Polityki

Urlop rektorski

Rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego Franciszek Ziejka musiał być zaskoczony decyzją Rektorskiej Komisji do spraw Etyki Nauczycieli Akademickich, której polecił rozpatrzyć sprawę profesora Andrzeja Chwalby. Rektor na łamach lokalnej prasy przyznał, że jego zdaniem niedoszły szef Instytutu Pamięci Narodowej działał na szkodę krakowskiej uczelni. Tymczasem dziewięcioosobowe gremium naukowców przyjęło niespodziewanie odmienny, za to jednogłośny pogląd.

Złożona z największych sław UJ komisja miała osądzić, czy kandydujący na prezesa IPN Chwalba kłamał, czy też nie kłamał, gdy w swoim oficjalnym życiorysie nie podał przynależności do PZPR. Protokół komisji utajniono. Światło dzienne ujrzały jednak (ku zdziwieniu samej komisji) niektóre jego fragmenty. Upublicznił je sekretarz prasowy rektora UJ.

W komunikacie sekretarza zabrakło jednak najistotniejszego fragmentu protokołu, z którego wynika, że zdaniem komisji Chwalba nie dopuścił się kłamstwa, podając do publicznej wiadomości życiorys zamieszczony wcześniej w uniwersyteckim periodyku „Alma Mater” (jak również w Internecie). Kłamstwem byłoby według komisji złożenie przez profesora fałszywego oświadczenia.

Odnośny akapit, który sam Chwalba przekazał później Polskiej Agencji Prasowej, brzmi: „Komisja dała wiarę jego oświadczeniu, iż uczynił to nie dla zatajenia faktu, lecz z pośpiechu”. Tymczasem komunikat prasowy rektora wyraźnie sugeruje, że krakowscy profesorzy niezbyt życzliwie potraktowali kolegę.

Trudno dziś jednoznacznie rozsądzić, czy Chwalba rzeczywiście się spieszył. On sam zarzeka się, że nie miał pojęcia, iż naukowe curriculum vitae to za mało, a jego krótkie członkostwo w partii jest ważniejsze od wieloletniego członkostwa w Solidarności.

– Wszedłem w świat, o którego regułach gry wiedziałem tyle, ile usłyszałem w telewizorze lub na spotkaniu towarzyskim – mówi prof. Chwalba. – Wplątałem się w machinę polityki bez znajomości jej zasad. Bez sztabu prawników, umiejętności rozmawiania z dziennikarzami, misternej sztuki dyplomacji. Nie potrafiłem się bronić i popełniałem błąd za błędem. To brzmi może naiwnie i śmiesznie, ale z punktu widzenia kogoś, kto całe życie spędził w książkach – całkiem realnie.

Polityka 8.2000 (2233) z dnia 19.02.2000; Kraj; s. 28
Reklama