Archiwum Polityki

Świński przerób

Solidarność ’80 w zakładach utylizacyjnych Saria w podkrakowskiej Wielkanocy oddałaby głowę za niemieckiego inwestora, bo ludzki z niego człowiek i troszczy się o załogę. Porządkowy Zygmunt Cal, zwany Majorem, krąży w tej sprawie po zakładzie, tropi i wyplenia wszelkie ślady buntu i sabotażu. Niemiec jest w kropce: chociaż kupił zakład od syndyka, sąd każe mu nabytek zwrócić.

Podmiotem lirycznym tej historii jest niezwykle użyteczny zakład pracy, który z kości, łbów, flaków, kopyt i ogonów zwierzęcych uzyskuje tłuszcz i mączkę. Zakład zbudowano dawno temu w Wielkanocy, na głębokim uboczu, bo wokoło takiego zakładu strasznie śmierdzi. W dawnym systemie należał on do państwowej sieci Bacutil, dziś po zmianach ustrojowych krakowski Sąd Rejonowy ma intelektualny problem z ustaleniem jego właściciela i użytkownika.

Osoby dramatu to obecni i dawni użytkownicy zakładu, jeden działacz związkowy i energiczny, acz kontrowersyjny, syndyk masy upadłościowej z Krakowa.

Polityka 3.2000 (2228) z dnia 15.01.2000; Kraj; s. 27