Archiwum Polityki

Zaludnij albo zgiń

W Darwin, w tropikach, gdzie Karol Darwin przemyśliwał dzieło o powstawaniu gatunków drogą doboru naturalnego – rzeczywiście powstaje nowa rasa – człowiek australijski, mieszanka typów ludzkich, potomków angielskich i irlandzkich katorżników, aborygenów, którzy są tu od 40 tys. lat, chińskich i malajskich poławiaczy pereł, Greków, Filipińczyków, Tamilów, przybyszów z Papui-Nowej Gwinei, Timoru i dwudziestu jeszcze innych nacji i religii. Tu najbardziej, ale i w całej Australii rodzi się jeśli nie nowy człowiek o rysach wziętych z całej planety to przynajmniej prawdziwe nowe społeczeństwo „postetniczne”, w którym lojalność wobec narodowości będzie tylko muzealnym przeżytkiem.

Wszyscy mi powtarzali, że Darwin nie ma stałych mieszkańców, ludzie po dwóch, trzech latach jadą do wielkich miast na południu. Ja spotykałem zasiedziałych. Julien, Francuz, mieszka już 30 lat, przywiózł żonę z Polinezji. Danuta, geolog z Gdańska, przez 10 lat wierciła dla aborygenów studnie artezyjskie na pustyni. Jej mąż, Kevin, sympatyczny Irlandczyk śpiewający z pamięci Verdiego i Pucciniego, mówi, że moją tezę o mieszankach doskonale ilustruje jego własna rodzina.

Polityka 1.2000 (2226) z dnia 01.01.2000; Społeczeństwo; s. 78