Archiwum Polityki

Kartka na wybory

W niedzielę 8 października wybieramy prezydenta Rzeczpospolitej. Niezdecydowanych namawiamy do wzięcia udziału w głosowaniu. Wybory odbywają się jeszcze rzadziej niż igrzyska olimpijskie i byłoby szkoda zmarnować tak szczególną okazję skorzystania z tej odrobiny władzy, jaką demokracja daje obywatelom. Warto pamiętać, że żadne sondaże nie decydują o wyniku wyborów, liczą się tylko kartki wrzucone do urny tej niedzieli.

Na pozór prezydent w Polsce nie ma zbyt wielkiej realnej władzy, zwłaszcza odkąd nowa konstytucja pozbawiła go udziału w uchwalaniu budżetu państwa. Ma jednak wciąż dostatecznie dużo instrumentów, aby wpływać na bieg wydarzeń: dysponuje prawem weta i inicjatywy ustawodawczej; może zwoływać Radę Gabinetową; mianuje ambasadorów, generałów, sędziów, profesorów; jest formalnym zwierzchnikiem sił zbrojnych; przysługuje mu prawo łaski wobec skazanych i prawo wręczania odznaczeń zasłużonym; spotyka się z szefami rządów i głowami innych państw... Wreszcie, prezydent, choć jest urzędnikiem państwowym, uosabia – jak zwykło się mawiać – majestat Rzeczpospolitej, jest Pierwszą Osobą w państwie, jednym z symboli suwerenności. Ta funkcja symboliczna jest nie mniej ważna od realnej władzy. Słowem: stawka tych wyborów warta jest naszej obecności, zwłaszcza że sam wynik głosowania będzie miał wpływ nie tylko na siłę prezydenckiego mandatu, ale także będzie miał rozliczne konsekwencje polityczne (o czym szerzej piszemy w naszym Raporcie).

Po męczącej prezydenturze Lecha Wałęsy, zdecydowana większość Polaków (znów, według sondaży) zaaprobowała sposób sprawowania urzędu przez Aleksandra Kwaśniewskiego. Mimo kilku potknięć i gaf, skwapliwie przypomnianych w kampanii wyborczej (co powinno stanowić dla urzędującego prezydenta ważną lekcję i przestrogę), Aleksander Kwaśniewski dobrze wypełnił swój mandat i staje dziś przed wielką szansą reelekcji.

Polityka 41.2000 (2266) z dnia 07.10.2000; Komentarze; s. 13
Reklama