Archiwum Polityki

Idzie Olchowik po słupkach

Ryszard Olchowik wyruszył w drogę w osiemdziesiątym dziewiątym, 14 sierpnia rano. W Warszawie następował symboliczny koniec Peerelu, ale tu – na wschodniej granicy – czuło się pewną nerwowość służb mundurowych, doskonale widoczną na spoconej twarzy grubego pogranicznika, który na stacji Zubki Białostockie zatrzymał i obezwładnił Ryszarda Olchowika pytaniem: – Dokąd? – Zamierzam obejść cały kraj, idąc od jednego słupka granicznego do drugiego – wyjaśnił uprzejmie Olchowik. W Warszawie mówiło się właśnie o rządzie z udziałem Solidarności. W Zubkach Białostockich spocony pogranicznik po długim namyśle odpowiedział: – Dobra, niech pan idzie – Ryszard Olchowik, nauczyciel wuefu z Gniezna, zrozumiał, że rozpoczyna wędrówkę po kraju zupełnie innym niż ten, w którym żył przez 38 lat.

Ryszard Olchowik obliczył, że chodząc tylko podczas letnich urlopów obejdzie kraj za jakieś 11 lat, akurat na rok 2000. Poszedł, bo jak powiada, takie miał marzenie. – Od dziecka nosiło mnie. Kochałem chodzić. Wybrał granicę, ponieważ granica ciągnęła go jak magnes. – To było zawsze tabu, temat mroczny, słabo zbadany. Magiczna sprawa po prostu.

Stojąc na dworcu w Zubkach Ryszard Olchowik nie mógł się zdecydować, czy iść w górę, czy w dół mapy. Rzucił monetą.

Polityka 40.2000 (2265) z dnia 30.09.2000; Na własne oczy; s. 116