Archiwum Polityki

Maszyny i ludzie

Niespełna miesiąc po tragedii Concorde’a w Paryżu – doszło do kolejnej katastrofy lotniczej. 23 sierpnia lecący z Kairu do Bahrajnu Airbus 320 linii Gulf Air rozbił się przy podchodzeniu do lądowania. Śmierć poniosły wszystkie 143 osoby na pokładzie. Kilka dni później musiały awaryjnie lądować wypełnione pasażerami: najnowszy Ił w Rosji i Boeing w USA. Na szczęście tym razem nie było ofiar. Zawsze w takich sytuacjach powracają pytania o bezpieczeństwo lotów.

Wedle pierwszych doniesień Airbus zbliżał się do lotniska zbyt szybko. Dlatego też zapewne pilot nie próbował posadzić maszyny, lecz wykonał dwa okrążenia wokół lotniska, by wytracić prędkość. Nie zgłaszał przy tym wieży kontrolnej żadnych problemów. Przy trzecim okrążeniu Airbus runął do morza. Wedle świadków wyglądało na to, iż pilot stracił panowanie nad samolotem. Media w Bahrajnie podkreślały 21-letnie doświadczenie pilota, zawsze w barwach Gulf Air, ale korespondent BBC zauważył, że dopiero niedawno został mianowany kapitanem.

Polityka 36.2000 (2261) z dnia 02.09.2000; Wydarzenia; s. 18