Archiwum Polityki

Samotni na dnie kosmosu

Fryderyk Nietzsche wiedział, że nadciągający wiek XX będzie jego stuleciem. Zawołanie „Bóg umarł. Nietzsche” już w latach osiemdziesiątych XIX w. podpaliło lont w myśli europejskiej. Saksoński filozof stał się symbolem nihilizmu, czwartym obok Darwina, Marksa, a niebawem i Freuda jeźdźcem intelektualnej apokalipsy, antychrystem, który uśmiercił Boga i metafizykę, filozofował młotem i powołał do życia Nadczłowieka, poza dobrem i złem.

Autor „Tako rzecze Zaratustra” przewidywał, że jego imię będzie kiedyś łączone z bezprzykładnym kryzysem ludzkiego sumienia. „Ja nie jestem człowiekiem. Ja jestem dynamitem”, napisał w 1888 r. w „Ecce homo”, po czym – jak gdyby sam został porażony wybuchem miny, którą podłożył w umysłach Europejczyków – zwariował i pozostałe lata swego życia spędził niespełna rozumu na łasce siostry i garstki przyjaciół. Po jego śmierci, 25 sierpnia 1900 r.

Polityka 36.2000 (2261) z dnia 02.09.2000; Społeczeństwo; s. 68