Archiwum Polityki

Hulajnoga, hulaj dusza

W USA, Australii, Japonii i Europie Zachodniej pro-ducenci nie nadążają z dostawami. W Kalifornii klienci czekają w kolejkach już przed otwarciem sklepów. Idąc po Manhattanie, przez centrum Londynu lub Berlina trzeba uważać na śmigających we wszystkie strony maniaków najnowszego światowego szaleństwa. A raczej bardzo starego, tylko podanego w wersji na miarę XXI wieku – poczciwej hulajnogi. Wariactwo dociera powoli do Polski.

Zaczyna się tak samo. Widzisz człowieka mknącego na czymś dziwnie wyglądającym, co przy bliższym wejrzeniu okazuje się wspomnieniem z dzieciństwa. Tylko że tamta hulajnoga była duża, ciężka, niezgrabna, często samoróbka zmontowana ze skrzynki po jabłkach i kija od szczotki, no i jeździły na niej szczeniaki. Sprzęt ten był uwłaczający dorosłości już jedenastolatka. Teraz mignie przed tobą dobrze ubrany 40-latek, zaś jego maszyna to prawdziwy cud techniki. Błyszcząca deska z superlekkiego kosmicznego metalu, wściekle kolorowe przeciwwstrząsowe kółeczka, takież uchwyty kierownicy.

Polityka 36.2000 (2261) z dnia 02.09.2000; Społeczeństwo; s. 89
Reklama