Archiwum Polityki

Na punktowaną nutę

Pomysł Jerzego Żurawlewa, profesora Wyższej Szkoły Muzycznej w Warszawie, aby stworzyć monograficzny konkurs pianistyczny poświęcony twórczości Fryderyka Chopina, dziś wydaje się genialny. Jednak w latach dwudziestych naszego wieku, kiedy idea się rodziła, wartość artystyczna tej muzyki nie była wcale oczywista. Chopina grywano najczęściej w sposób sentymentalny i powierzchowny, często też odrzucano twórczość romantycznego kompozytora jako niewiele wartą muzykę salonową, przerafinowaną, przestarzałą i nieco dziwaczną.

O wyprzedzającym swoją epokę Preludium a-moll dziewiętnastowieczny muzykolog Jan Kleczyński pisał w swojej książce „O wykonywaniu dzieł Chopina”: „Nie grywać, bo dziwaczne”. Zresztą całość cyklu 24 Preludiów wykonano dopiero kilkadziesiąt lat po śmierci kompozytora, a pierwsze nagranie zarejestrowano w 1955 r. Władysław Żeleński, wybitny kompozytor i niezwykle światły umysł, autor naszych narodowych oper „Goplana” i „Konrad Wallenrod”, uważał sonaty Chopina za utwory źle skonstruowane.

Polityka 44.2000 (2269) z dnia 28.10.2000; Kultura; s. 50