Archiwum Polityki

Retusz w lustrze

„Życie, życie, jest nowelą” – śpiewa w czołówce „Klanu” Ryszard Rynkowski, doprowadzając od dawna językoznawców do irytacji, ponieważ nowela, zgodnie z definicją, jest „jednowątkowym utworem literackim”. Telenowela zaś składa się z wielu wątków „raz przyjaznych, a raz wrogich”. Obie rodzinne telenowele „Klan” i „Złotopolscy” gloryfikują przeciętność, nadając jej walor ogólnopolskiego standardu. Widzowie za to właśnie je kochają.

Widzowie, zwykle dość krytyczni w stosunku do programów telewizyjnych, w przypadku obu telenowel wykazują wręcz uwielbienie. Według danych OBOP połowa z nich jest zdania, że wszystko w tych filmach im się podoba. Niektórzy widzowie piszą do telewizji listy w podziękowaniu za to „największe osiągnięcie polskiej kinematografii”. A przecież twórcy „Klanu” i „Złotopolskich” mają świadomość ograniczeń swojej roboty. Scenarzyści w ciągu tygodnia muszą napisać w przypadku „Klanu” ponad 66 stron maszynopisu, a w przypadku „Złotopolskich” około 50.

Polityka 12.2000 (2237) z dnia 18.03.2000; Kultura; s. 61