Archiwum Polityki

Czarne łzy

Zaczynają się pogrzeby ofiar Halemby. Nie da się na nich uniknąć pytań o sens górniczej harówki w ekstremalnych warunkach i o to, czy zrobiono wszystko, aby ludziom zapewnić bezpieczeństwo. Później jakoś trzeba dalej żyć, wiele górniczych wdów przez to przechodzi.

Pył węglowy tak mocno wbija się w skórę wokół oczu, że pozostawia charakterystyczne czarne obwódki. Bywa, że na zawsze. Świeże warstwy powodują, że jak górnik przypadkiem zapłacze, to po policzkach spływają czarne łzy. Na dole pył węglowy jest wszędzie. Na obudowach kombajnów, termosie z herbatą i na wyświechtanych obrazkach Matki Boskiej przechowywanych w kieszeniach flanelowych koszul.

Nadmiar pyłu to mieszanka wybuchowa. Detonatorem może być najmniejsza iskra. W Halembie najpierw wybuchł metan – to są wstępne ustalenia ekspertów – i wytworzył piekielną temperaturę, a w ułamkach sekundy później eksplodował pył, którego fala uderzeniowa zmiażdżyła wszystko, co było na jej drodze.

Polityka 48.2006 (2582) z dnia 02.12.2006; Temat tygodnia; s. 20