Archiwum Polityki

Demokraci biorą zamach

Republikanie, ich prezydent i ich polityka są w defensywie. Popularność prezydenta Busha spada. Kłopoty w Iraku i huragan Katrina nie przysporzyły mu poparcia. Czy demokraci wykorzystają tę okazję?

Demokraci byli kiedyś partią amerykańskich mas, najsilniejszą na dole, na szczeblu lokalnym i stanowym, dominowali w Kongresie. Od 11 lat są w mniejszości na Kapitolu, tracąc stopniowo władzę w stanach i ważniejszych miastach. Pięć lat temu musieli wyprowadzić się z Białego Domu. Dopiero ostatnio znowu złapali wiatr w żagle.

Odpowiedzialność za katastrofę spowodowaną przez Katrinę rozkłada się po równo między rząd federalny a demokratyczne władze stanu Luizjana i miasta Nowy Orlean. Gubernator Kathleen Blanco i burmistrz Ray Nagin nie stanęli na wysokości zadania. Bush jednak zdecydowanie zawiódł jako przywódca w momencie kryzysu. Kiedy woda zalewała Nowy Orlean, spokojnie zajmował się innymi sprawami. W telewizji przemówił dopiero na trzeci dzień, a gdy wreszcie wybrał się do Missisipi i Luizjany, obiecał odbudować dom przyjacielowi-senatorowi, anonimowym ofiarom demonstrował zaś przed kamerą przećwiczone objęcia i uściski.

Jego minister bezpieczeństwa Michael Chertoff wmawiał kongresmanom i opinii publicznej, że media przesadzają w relacjach o kryzysie. Nieudolny szef agencji zarządzania kryzysowego (FEMA) Michael Brown, mianowany po znajomości znawca koni arabskich, musiał podać się do dymisji. Włączenie tejże agencji, po 11 września, do nowego resortu-molocha, zarządzanego przez Chertoffa, okazało się kolosalnym błędem, popełnionym wspólnie przez Busha i Kongres, a wynikającym z celowo podgrzewanej psychozy terroryzmu.

Huragan wymiata polityków

Silna pozycja Busha opierała się dotychczas na zaufaniu do niego jako przywódcy. Po atakach terrorystycznych w 2001 r. zdał egzamin, ludzie bardzo wysoko oceniali jego postawę. Tym razem organizacyjny niedowład w odpowiedzi na katastrofę, którą przewidywano i do której można się było przygotować, uprzytomnił, co mogłoby się stać na przykład po zmasowanym ataku bioterrorystycznym, następującym bez ostrzeżenia.

Polityka 44.2005 (2528) z dnia 05.11.2005; Świat; s. 46
Reklama