Archiwum Polityki

Płać pracą

Ktoś komuś przekopie ogródek i wyprowadzi psa. W rewanżu ktoś inny naprawi cieknący kran. Taką wymianę sąsiedzkiej pomocy na szerszą skalę umożliwiają banki czasu. Tworzą je ludzie, którzy zamiast odgradzać się od bliźnich, wolą nawzajem sobie pomagać.

Agnieszka Kowalczyk z Zielonej Góry przed rokiem trafiła na ogłoszenie banku czasu pracy, który szukał lektora języka niemieckiego: – Niemiecki znam biegle, a z anonsu wynikało, że przepracowane godziny będę mogła odebrać chodząc na kurs zielarstwa – opowiada Kowalczyk, która przez pół roku w ramach banku uczyła grupę bezrobotnych szykujących się do wyjazdu na saksy do Niemiec. – Tych ludzi nie stać było na komercyjny kurs, a tak za naukę zapłacili pracą własnych rąk – mówi Mirosław Murzacz, 60-letni emerytowany wojskowy, organizator banku, do którego należy dziś ponad 200 osób.

Polityka 45.2005 (2529) z dnia 12.11.2005; Gospodarka; s. 48