Archiwum Polityki

Krótki spacer Gawronika

W 1989 r. wyszedł z cienia i zabłysnął. Nie uznawał wąskiej specjalizacji. Zajmował się kantorami, paliwem, wagonami, papierosami. A potem wszystko minęło jak raptownie przerwany sen. Wrócił do cienia i zgasł. Odsiaduje wyrok.

Aleksander Gawronik ma 57 lat, z wykształcenia prawnik, rozwiedziony. Były senator. Kiedyś ponoć żartobliwie witał się z jednym z ministrów: „Melduje się cela numer 12, chwilowo na spacerze”. Teraz mógłby zameldować powrót ze spaceru. Od ponad 4 lat mieszka w celi.

Rozmawiamy w sali widzeń aresztu przy ul. Rakowieckiej w Warszawie. Już raz spędził tu kilka tygodni. Zamknięto go w 1992 r. pod zarzutem przywłaszczenia mienia firmy Art-B: dzieł sztuki i luksusowych samochodów wartych prawie 2 mln zł. Wyszedł za kaucją 300 tys. zł. Wielkodusznie zakupił dla więziennej biblioteki kilka tysięcy książek. Tłumaczył, że to dlatego, iż nie miał co czytać. Nie przypuszczał, że po latach prezent będzie jak znalazł. Teraz może czytać do woli.

Interes z generałami

Noc z 15 na 16 marca 1989 r., granica polsko-niemiecka (jeszcze NRD) w Świecku. Jest dokładnie godzina 0.01. Rusza pierwszy w Polsce legalny kantor wymiany walut. Przez kwadrans panuje cisza, zero zainteresowania. O godzinie 0.16 pojawia się pierwszy klient, oficer straży granicznej NRD. Wymienia 100 marek zachodnich na złotówki. – Sprawdzał, czy to działa – domyśla się Gawronik. Działało, kurs był bardziej opłacalny niż w banku.

Po miesiącu uroczyste otwarcie kolejnego kantoru, a potem już jak grzyby po deszczu. Obstawił punktami wymiany walut całą zachodnią granicę, Poznań, kilka innych miast. Na wolnym rynku dewizowym był pierwszy i spijał samą śmietankę. Śmieje się z Lecha Grobelnego, który z dumą oznajmia, że sprzedał w kantorach Gawronika pół miliona dolarów, a następnego dnia kurs spadł na łeb, na szyję i pan Olek miał mocno w plecy.

Polityka 46.2005 (2530) z dnia 19.11.2005; Społeczeństwo; s. 112
Reklama