Archiwum Polityki

Rozum wraca na budowę

W Polsce zawsze trudno było dostać pozwolenie na budowę. Każdą inwestycję mogła wstrzymać skarga sąsiada. Jak się zbudowało nielegalnie, trzeba było rozbierać. Teraz to ma się zmienić.

Jacek Miller, dolnośląski wojewódzki inspektor nadzoru budowlanego, nakazał rozebranie do końca sierpnia czwartych kondygnacji dwóch bloków przy ulicy Buczackiej we Wrocławiu, od prawie trzech lat zamieszkanych. Domy przy Buczackiej są jedną z największych w kraju samowoli budowlanych: postawione zostały bez pozwolenia, w dodatku zbyt blisko granicy sąsiedniej działki.

Znowelizowane prawo budowlane (obowiązuje od 11 lipca br.), które traktuje samowole bardziej wyrozumiale i pozwala je legalizować, zachowuje jednak warunek: budowa musi być zgodna z ustaleniami planu zagospodarowania (patrz ramka). W domach przy Buczackiej czwarta kondygnacja w ogóle nie powinna powstać. – Trzeba sprawdzać inwestora – daje dobrą, ale spóźnioną radę inspektor Miller.

Kosztowny sukces

Z danych Głównego Urzędu Nadzoru Budowlanego wynika, że bezwzględny nakaz rozbiórki każdej samowoli, który obowiązywał przed 11 lipca, ograniczył zalew dzikiego budownictwa. Liczba samowoli spadła z 27 tys. w 1994 r. (kiedy nakazu tego jeszcze nie było) do 5,9 tys. w roku ubiegłym. Cena sukcesu była jednak czasem wysoka. W minionym i obecnym roku rozebrano m.in. budynek wytwórni makaronu w Łomży, pawilon handlowy w Lądku Zdroju, 100 domków letniskowych w Poznańskiem, 42 domki w Olsztyńskiem.

Rozbiórka groziła także fabryce kleju w Żarach, zatrudniającej tysiąc osób, jednej z największych lubuskich inwestycji ostatnich lat. Trzy lata temu Polski Klub Ekologiczny z siedzibą w Krakowie wyśledził, że szwajcarski inwestor rozpoczął w Żarach budowę, zanim dostał pozwolenie (w dokumentach pozornie było wszystko w porządku). Los fabryki ważył się do marca tego roku.

Polityka 32.2003 (2413) z dnia 09.08.2003; Gospodarka; s. 36
Reklama