Archiwum Polityki

Świat tuż przed eksplozją

Rozmowa z Gusem van Santem, amerykańskim reżyserem filmowym, zdobywcą Złotej Palmy w Cannes

Kameralny dramat „Słoń”, który wygrał tegoroczny konkurs, mówi o przemocy. Na terenie szkoły uczniowie liceum bestialsko mordują kilkunastu swoich kolegów i nauczycieli. Film pokazuje, jak do tego doszło, nie tłumaczy jednak, dlaczego tak się stało.

Pewnych tragedii nie sposób racjonalnie wyjaśnić. Wydarzenia w Columbine sprzed kilku lat, które zainspirowały mnie do nakręcenia „Słonia”, wstrząsnęły Ameryką. Film rekonstruuje ostatnie godziny przed masakrą. Chłopcy, którzy to zrobili, podjęli decyzję świadomie. Na długo wcześniej planowali zbrodnię, przygotowywali się do niej. Działali z rozwagą, na zimno, stale powtarzając, że zabijanie ma im sprawić przyjemność. „Słoń” rozpoczyna się w chwili, kiedy klamka już zapadła. Oni wiedzą, co zrobią. Widzowie natomiast mogą dokładnie się przyjrzeć, jak do tego doszło. A dlaczego to zrobili? Być może nie ma na to w ogóle odpowiedzi. Każdy, kto obejrzy film, będzie inaczej interpretował fakty.

O masakrze w Columbine mówi także głośny, nagrodzony Oscarem dokument Michaela Moore’a „Zabawy z bronią”. W porównaniu z nim „Słoń” wydaje się nadzwyczaj skromny, by nie powiedzieć nawet – naiwny.

Naiwnością byłoby sądzić, że istnieją jakieś konkretne powody popełnienia tej zbrodni. Tragedia w Columbine zdarzyła się nie dlatego, że dwóch inteligentnych chłopców obejrzało film o Hitlerze i dla zabawy postanowiło uczcić w ten sposób rocznicę urodzin führera. Sprawa jest bardziej skomplikowana. Ich przerażające zachowanie wynika z głupoty, na pewno. Ale wiele również mówi o nich styl ich życia. Czy winy za to, kim są, nie ponosi też środowisko, z którego się wywodzą?

Polityka 23.2003 (2404) z dnia 07.06.2003; Kultura; s. 72
Reklama