Archiwum Polityki

Nowa epoka lodowa

Mimo powszechnego przekonania, że klimat się ociepla, co doprowadzi w  końcu do topnienia lodowców oraz zalania na świecie sporych obszarów przybrzeżnych i wielu wysp, nie brak głosów naukowców ostrzegających przed zbliżającą się nieuchronnie nową epoką lodową. Kto ma rację? – to dobry temat do rozważań na lato.

Od początku lat osiemdziesiątych klimatolodzy zaczęli głosić, że temperatura powietrza na naszym globie podnosi się wyżej i szybciej niż kiedykolwiek w  historii, a emisje przemysłowe dwutlenku węgla (CO2) doprowadzą wkrótce do katastrofalnego ocieplenia klimatu. Jego stężenie w  atmosferze miałoby, ich zdaniem, do 2100 r. ulec podwojeniu i  spowodować wzrost średniej temperatury na Ziemi o 1,9–5,2 st. C, a w  rejonach polarnych o ponad 12 st. C. Ci sami klimatolodzy kilka lat wcześniej twierdzili jednak, że pyły przemysłowe mogą sprowadzić nam na głowę nową epokę lodową. Duchowy wódz proroków ocieplenia klimatu Stephen Schneider z National Center for Atmospheric Research w  Boulder, Colorado, jeszcze w  1971 r. głosił na łamach „Science”, że pyły te obniżą wkrótce temperaturę o 3,5 st. C. Wszystko jedno – klęska ciepła czy zimna, winny jest zawsze grzeszny człowiek i  jego, rzekomo wroga planecie, cywilizacja.

Ten sam Schneider w  1989 r. radził: „Aby pobudzić wyobraźnię publiczności, musimy składać uproszczone dramatyczne oświadczenia i  nie wspominać o żadnych naszych wątpliwościach. Każdy z  nas musi znaleźć właściwą równowagę między skutecznością działania a uczciwością”. Ta polityka okazała się skuteczna: od 1997 r. każdy z  około 2000 amerykańskich klimatologów (tylko 60 z  nich miało doktorat) otrzymywał na badania średnio po milionie dolarów rocznie, a w  skali świata budżet roczny na badania klimatyczne sięga 5 mld dol. Rządy wielu krajów (ale np. nie USA, Australii i  Rosji) podpisały słynną konwencję z  Kioto mającą ograniczyć spalanie ropy, węgla i  gazu.

Polityka 28.2003 (2409) z dnia 12.07.2003; Raport; s. 3
Reklama