Archiwum Polityki

Nie maltretować Chopina

Rozmowa z Piotrem Anderszewskim, pianistą, laureatem „pianistycznego Nobla”

Rok temu otrzymał pan nagrodę Gilmore’a, najbardziej prestiżową w świecie pianistyki. Od tej pory zapewne pana życie bardzo się zmieniło...

Teraz myślę, że nie aż tak bardzo. Więcej koncertuję, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych.

Czy liczne koncerty i bycie w związku z tym w ciągłych rozjazdach nie przeszkadzają panu, znanemu z perfekcjonizmu, w przygotowywaniu repertuaru?

Ważne jest, aby znaleźć odpowiedni balans, nauczyć się gospodarowania czasem, bo koncerty koncertami, ale trzeba się żywić po prostu, a to, co nas wykonawców żywi, to praca nad utworami, poszukiwanie i odkrywanie. Ostatni rok rzeczywiście miałem ciężki, bo sytuacja była dla mnie nowa. Jednak od paru miesięcy czuję, że już mocniej stoję na nogach.

Teraz pracuje pan nad drugim tomem „Das wohltemperierte Klavier” Bacha, na tegorocznym Festiwalu Beethovenowskim w Krakowie wykonał pan sześć preludiów i fug. Czy zamierza pan nagrać całość tego fundamentalnego cyklu?

W każdym razie na pewno drugi tom. Muszę powiedzieć, że to najtrudniejsze przedsięwzięcie, jakiego do tej pory się podjąłem. Ta muzyka wymaga ogromnej dyscypliny. Paradoksalnie dlatego, że trzeba sobie poradzić z wolnością, jaką daje wykonawcy kompozytor. Bach nie określił tu ani tempa, ani dynamiki, ani powszechnie stosowanej w czasach baroku ornamentacji. Można więc te preludia i fugi interpretować na wiele sposobów, a trzeba zdecydować się na jeden, konsekwentny i przekonywający. To strasznie trudny wybór. Wcześniej z utworów Bacha nagrywałem suity czy partity, które składają się z tańców, więc pewne zasady ich wykonywania są niejako dane z góry. W „Das wohltemperierte Klavier” nic nie jest oczywiste, trzeba te preludia i fugi niemal skomponować po swojemu.

Polityka 20.2003 (2401) z dnia 17.05.2003; Kultura; s. 70
Reklama