Archiwum Polityki

Naprzód, przodkowie!

Z tradycją w biznesie jest jak z arystokratycznym tytułem przekazywanym z pokolenia na pokolenie – niby nic nie daje, a jednak robi wrażenie. Dlatego kto może, szuka dziś wsparcia antenatów. W polskiej gospodarce nie brakuje prawdziwych arystokratów. Czasem jednak genealogia bywa naciągana.

Jan Jabłkowski majowy poniedziałek 1950 r. pamięta jak przez mgłę. Nic dziwnego, miał wtedy kilka lat. We wspomnieniach pozostało mu kilka obrazów. Jak jeździł na małym rowerku po holu Domu Towarowego Bracia Jabłkowscy i jak wkroczyła ekipa groźnie wyglądających mężczyzn. Byli w długich płaszczach. Przestraszył się. Reszty po latach dowiedział się od ojca. 15 maja 1950 r. tzw. bitwa o handel wkraczała w decydującą fazę. Rozgrywał się kolejny akt dramatu spółki akcyjnej Dom Towarowy Bracia Jabłkowscy, która przez blisko siedemdziesiąt lat wryła się w handlowy pejzaż Warszawy.

Jej założycielką była Aniela Jabłkowska. Taki Wokulski w spódnicy. Zaczynała od małego sklepiku z drobną galanterią w centrum miasta. Po kilku latach do spółki wciągnęła trzech braci i mozolnie rozwijali interes. Sukces przyszedł głównie dzięki znakomitemu pomysłowi: Bracia Jabłkowscy rozwinęli na dużą skalę handel wysyłkowy. Tuż przed I wojną światową rodzinna firma przekształciła się w spółkę akcyjną, z dominującym jednak udziałem Jabłkowskich. Powstał siedmiokondygnacyjny nowoczesny dom towarowy przy ul. Brackiej, który szybko stał się symbolem firmy. A także symbolem miasta zniszczonego doszczętnie przez kolejną wojnę. Firmowy budynek jakimś cudem ocalał.

Panu już dziękujemy

Jako pierwszy na spotkanie gości wyszedł senior rodu – dziewięćdziesięcioletni Józef Jabłkowski. Za nim jego syn Feliks, dyrektor Domu Towarowego, i pozostali członkowie zarządu. Domyślali się, co ich czeka. Wcześniej na spółkę spadały kilkakrotnie mordercze karne podatki, tzw. domiary. Pan tu już nie ma wstępu, proszę natychmiast opuścić budynek – usłyszał Józef Jabłkowski. Pozostałych szefów firmy załadowano do czarnych Citroënów i zawieziono do aresztu.

Polityka 51.2005 (2535) z dnia 24.12.2005; Gospodarka; s. 50
Reklama