Archiwum Polityki

Wara od ziemi

Ustawa o ustroju rolnym wywłaszcza mieszkańców miast i nie służy rolnikom

Ustawa o ustroju rolnym, która właśnie weszła w życie, miała uspokoić obawy, że po wejściu do UE wykupią nas obcy. W rzeczywistości właścicielami prawie dwóch trzecich powierzchni kraju (bo tyle stanowią użytki rolne) mają stać się rolnicy i urzędnicy nowo powstałej Agencji Nieruchomości Rolnej – jak zwykle z politycznego nadania. Reszcie Polaków od ziemi wara. Żaden mieszczuch nie kupi już kawałka na wsi lub nad jeziorem, jeśli jest on jeszcze zakwalifikowany jako grunt rolny.

Partie chłopskie prezentują swym wyborcom tę ustawę jako wielki sukces, tymczasem zaś oddają wszystkich rolników na łaskę agencyjnych urzędników. Właściciel gospodarstwa nie sprzeda go kupcowi, nawet jeśli ten zaoferuje atrakcyjną cenę, bo to agencji przyznano prawo pierwokupu. Urzędnik zdecyduje, czy agencja z niego skorzysta, czy też nie. To pierwsza, ale nie ostatnia furtka i pokusa dla korupcji. Nowy nabywca musi być rolnikiem albo mieć wykształcenie rolnicze lub średnie. A więc kolejna okazja do zarobienia dla wielu ludzi. Zaświadczenie, że ktoś jest rolnikiem, może wydać każdy wójt. Wykształcenie rolnicze można zdobyć na kursach, kto sprawdzi czy nie fikcyjnych? Zresztą po co te zabiegi, skoro wystarczy również świadectwo maturalne. Na dobrą sprawę wymogi formalne spełnić więc może każdy. Tym gorzej dla sprzedającego i nabywcy – najważniejszym kryterium i tak pozostanie to, aby spodobał się Agencji Nieruchomości Rolnych. Nabywca musi jeszcze przemeldować się do gminy, w której nabywa ziemię – bo taki jest kolejny warunek mający utrudnić obrót. Za chwilę równie łatwo się wymelduje. Nikt też nie zmusi go, aby świeżo kupioną ziemię uprawiał. Byłoby to jawnym pogwałceniem konstytucji.

Do urzędników będzie też należało ostatnie słowo w sprawie ceny.

Polityka 30.2003 (2411) z dnia 26.07.2003; Komentarze; s. 16
Reklama