Archiwum Polityki

Pomnik nieporozumień

Dlaczego przywódcy SLD nie umieją rozmawiać z Niemcami?

Spór o upamiętnienie powojennych wypędzeń wraca ze wzmożoną siłą. Dokładnie rok temu niemiecki parlament poparł inicjatywę utworzenia Centrum przeciwko Wypędzeniom. Inicjatorem był Związek Wypędzonych (BdV) i jego przewodnicząca Erika Steinbach, a pierwotny zamysł zbudowania Centrum w pobliżu Pomnika Holocaustu, a więc stawiający wypędzenia Niemców na równi ze zbrodnią ludobójstwa absolutnego, został dzięki wnioskowi SPD i Zielonych „zeuropeizowany”, bez jednoznacznego wskazania miejsca przyszłego Centrum.

Debatę w Bundestagu poprzedziła gwałtowna – również w Polsce – dyskusja na temat miejsca i charakteru takiego Centrum: Berlin czy Wrocław, centrum narodowe – upamiętniające głównie niemieckie krzywdy i tym samym pośrednio oskarżające „narody wypędzające”, czy europejskie – łączące pod jednym dachem wspólnotę doświadczeń ludzi siłą wysiedlanych, deportowanych, wypędzanych, uciekinierów, przesiedleńców, słowem wszystkich, którzy w wieku XX w tragiczny sposób utracili swe strony rodzinne, dorobek pokoleń, a nierzadko i życie. Od Ormian i Greków, poprzez Żydów, Polaków i Niemców, po Bośniaków, Chorwatów i Serbów...

U nas ten spór toczył się pod hasłem: czy można porównać los Polaków wypędzanych przez Hitlera w 1939 r. z Wielkopolski czy przez Stalina z Kresów Wschodnich z losem Niemców uciekających z Prus Wschodnich czy Dolnego Śląska przed zbliżającym się frontem, a następnie wysiedlanych z krajów Europy Środkowowschodniej na mocy postanowień poczdamskich. Aby nie otwierać dodatkowego frontu przed referendum, polska debata została w mediach wyciszona, choć spór się toczył nadal w gronie międzynarodowych ekspertów.

Polityka 30.2003 (2411) z dnia 26.07.2003; Komentarze; s. 18
Reklama