Archiwum Polityki

Ameryka marzy, Europa kłamie

Rozmowa z Alainem Finkielkrautem, francuskim filozofem

Czy obserwując to, co się dzieje dokoła, próbuje pan znaleźć jakąś nową odpowiedź na pytanie: „Czym jest Europa?”, postawione kilkanaście lat temu w tytule jednej z pana książek?

Teraz to jest jeszcze trudniejsze niż wtedy. Bo jedność Europy, niestety, zanika. Kiedy się patrzy choćby na poprzedzające wojnę w Iraku spotkanie Amerykanów, Anglików, Hiszpanów – wygląda to tak, jakby atlantycka część Europy odpływała gdzieś na drugą stronę tego oceanu.

Czy pan chce przez to powiedzieć, że Europa już dziś nie istnieje?

Europa wciąż istnieje. Jest też Ameryka i kilka krajów europejskich, które wiosłują w stronę Ameryki. Anglia, Hiszpania, Włochy, niektóre państwa pokomunistyczne już są na oceanie.

Gdzie pana zdaniem jest Polska?

Polska próbuje płynąć jednocześnie do Ameryki i do Europy. To nie jest łatwe zadanie, bo trudno jednocześnie płynąć w dwóch kierunkach. Trudno budować zarazem swoją europejską i amerykańską tożsamość. Trudno jednocześnie być Europejczykiem i Amerykaninem.

A kim dziś są Europejczycy?

Robert Kagan mówi, że Amerykanie są z Marsa, a Europejczycy z Wenus. To mi się podoba. Można tę tezę odwrócić, mówiąc, że ludzie z Wenus to są Europejczycy.

To znaczy?

Europa i Ameryka należą do innych światów. Europa widzi siebie jako cud i jako wzór dla świata. Cud porządku opartego na gospodarce, współpracy, negocjacjach, kompromisach, konwergencji, ustępstwach, rozmowach. Europejczycy chcą własnym przykładem zachęcić innych, by poszli ich drogą. Ameryka też uważa się za cud i wzór dla całego świata. Cud najlepszego z możliwych demokratycznego ładu, który innym należy ofiarować – a w razie konieczności wprowadzić przy użyciu siły.

Polityka 18.2003 (2399) z dnia 03.05.2003; Świat; s. 48
Reklama