Archiwum Polityki

Czas patriotów

Wszystko, o czym Ameryka teraz myśli, widać na ulicach. Nie wystarczy po prostu mieć opinii. Trzeba ją wypisać wielkimi literami na billboardzie, koszulce, tekturowym transparencie, wystawie sklepowej, sprejem na ścianie. Komunikat musi być prosty: popieram/nie popieram. Środkowe stany, które same siebie nazywają sercem kraju, lubią słowa: Bóg, naród, pokój i modlitwa. Wybrzeża są powściągliwsze, wolą słowa wolność i demokracja.

Springfield, Illinois: grupa robotników wywindowała starego Cadillaca na metalowy pal, kilka metrów nad ulicą. Przynitowali go, żeby nie spadł. To jest teraz reklama interesu pod nazwą Patriota, sprzedaż używanych samochodów. Poniżej auta na podświetlanej skrzyni właściciel umieścił memento dla mieszkańców miasteczka i przejeżdżających: „Módlcie się za pokój”. Kiedy zaczął się Irak, okolica wywiesiła w oknach domów federalne flagi. Drobny przemysł rzucił do handlu ogrodowe tabliczki z napisem: „Popieraj nasze oddziały”.

Ludzie wzruszają się na widok flag. Wystawiają je przez otwarte okna samochodów. W barach cichnie gwar, gdy wiecznie włączone telewizory nadają wiadomości z frontu i z Waszyngtonu. Barman w koszulce „Popieram” reguluje napięcie pilotem. Jeśli uzna, że nic ważnego w telewizji nie mówią, wyłączy fonię.

Nowy Jork: dwie sześćdziesięciolatki obnoszą wokół siedziby telewizji Fox tekturę z napisem: „Telewizja śmierdzi”. Ludzie omijają je łukiem. Mówią: – Te szalone posthipiski. Jakaś kobieta jeździ metrem z tablicą: „Popierajmy Palestynę zamiast Izraela”. Zajmuje dwa miejsca, wybiera najdłuższe linie. Na przykład jedzie z Broadwayu do Brighton, spotyka Murzynów, Azjatów, Polaków, Rosjan, Latynosów, Włochów i zupełnie nikt nie zwraca na nią uwagi. Nawet pejsaci chłopcy z jesziwy.

W godzinach szczytu, kiedy pociągi metra wypełniają się stłoczonymi ludźmi, naklejki „United we stand” na wagonikach niechcący nabierają zabawnego znaczenia.

Dziewięć/jedenaście

Waszyngton. – Za pięć dolarów pokażę ci pocztę, gdzie przychodziły te koperty z wąglikiem – proponuje Murzyn spędzający dni na ławce przy jednym z głównych placów.

Polityka 18.2003 (2399) z dnia 03.05.2003; Na własne oczy; s. 100
Reklama