Archiwum Polityki

Skręcona drabina życia

W kwietniu mija 50 lat od rozszyfrowania struktury DNA – odkrycia uważanego przez wielu za najważniejsze w naukach przyrodniczych w XX wieku.

Według anegdoty, gdy brytyjski minister skarbu William Gladstone obejrzał pokaz świadczący o istnieniu zjawiska elektromagnetyzmu, zapytał jego odkrywcę Michaela Faradaya: „Do czego to służy?”. Uczony odparł szczerze: „Nie wiem, ale kiedyś będzie można to opodatkować”. Gdyby pół wieku temu spytano o to samo Jamesa Watsona i Francisa Cricka – nie sądzę, aby mogli wówczas przewidzieć, że elegancka podwójna helisa będzie kiedyś przedmiotem licznych patentów i podstawą coraz potężniejszego przemysłu biotechnologicznego.

Spotkanie ekscentryków

François Jacob, znany francuski genetyk, laureat Nagrody Nobla w 1965 r., tak pisał o Watsonie: „Wysoki, niezgrabny, chudy... Powiewające poły koszuli, spodnie przetarte na kolanach, skarpetki pomarszczone wokół kostek, roztrzepany, zmanierowany... Zaskakująca mieszanka niezaradności i błyskotliwości, infantylizmu w życiu codziennym i dojrzałości w nauce”.

Watson urodził się w 1928 r. w Chicago w rodzinie, jak sam pisał, uznającej trzy zjawiska za najważniejsze: książki, ptaki i partię demokratyczną. Na uniwersytecki wydział biologii wstąpił jako 15-letni chłopiec, choć nie zasłynął jako wybitnie uzdolniony. Tam też wypracował na własny użytek trzy zasady: czytać oryginalne dzieła, tworzyć hipotezy i teorie, myśleć, a nie zapamiętywać. To pozwoliło mu później znaleźć wspólny język z innym ekscentrykiem Francisem Crickiem, choć to o nim napisał później słynne zdanie: „Nigdy nie zdarzyło mi się spotkać go w nastroju skromnej powściągliwości”.

Studia doktorskie poświęcił ptakom, ale je porzucił po lekturze książeczki napisanej w 1944 r. przez wybitnego fizyka Erwina Schrődingera „Co to jest życie”.

Polityka 15.2003 (2396) z dnia 12.04.2003; Nauka; s. 78
Reklama