Archiwum Polityki

Syryjczycy, do domu!

Czy „pomarańczowa rewolucja” zawędrowała teraz do Bejrutu? Niestety, przewroty na Bliskim Wschodzie nigdy nie ociekają sokiem pomarańczowym. Zawsze są krwawe.

Na bejruckich straganach nie brak świeżych pomarańczy, ale używane przez europejską prasę, zapożyczone z Kijowa, Lwowa czy Charkowa, pojęcie „pomarańczowej rewolucji” jest w stolicy Libanu zupełnie nieznane. Gdy w tydzień po zamordowaniu byłego premiera Rafika Harariego ponad sto tysięcy ludzi wyległo na ulice miasta, a ogromne transparenty krzyczały „Syria out now!” (Syria, wynocha!), mogło się wydawać, że masowy protest ludności stanowi sygnał do rozpoczęcia bezkompromisowej konfrontacji.

Polityka 9.2005 (2493) z dnia 05.03.2005; Świat; s. 56