Archiwum Polityki

Wszyscy jesteśmy ormowcami

Ewolucja premiuje karanie cwaniaków i obiboków wykorzystujących otoczenie. Opłaca się nam ich karcić nawet wtedy, gdy ponosimy własne tego koszty.

Saratoga Springs, spokojne miasteczko w stanie Nowy Jork, liczące ok. 30 tys. mieszkańców, należy do tych osiedli (o ludności przekraczającej 20 tys.), w których prawo nie zezwala na palenie ognisk bez specjalnego zezwolenia miejscowej straży pożarnej. Gdyby mimo to ktoś – jak wyżej podpisany – spróbował w dalekim zakątku swej kilkuhektarowej posesji posiedzieć przy ognisku, nie zdąży nawet upiec kiełbasek, gdy na podjeździe pojawią się strażacy w pełnym rynsztunku z zamiarem ugaszenia wznieconego ognia.

O przestępstwie niechybnie poinformuje ich któryś z uczynnych sąsiadów. W przekonaniu sporej grupy uczonych (psychologów ewolucyjnych, politologów i socjologów) ta nasza skłonność do bezinteresownego czepiania się sąsiadów łamiących bezsensowne przepisy jest spoiwem, dzięki któremu mogą funkcjonować cywilizowane społeczeństwa. Nazywają ją oni altruistyczną skłonnością do karania, czyli altruistic punishment.

Prezentację tej interesującej idei i przemawiających za nią argumentów zacząć można od przypomnienia poglądów, jakie na temat ludzkiej kondycji głosił XVII-wieczny angielski filozof Tomasz Hobbes. Uważał, że ludzie są wredni i patrzą tylko swego egoistycznego interesu, co w konsekwencji sprawia, że ludzkie życie „jest wstrętne, brudne i krótkie”. Możliwość znośnej egzystencji zapewnić nam może jedynie nieograniczona, absolutna władza skupiona w rękach suwerena, nazwanego przez niego Lewiatanem. Przenieśmy się teraz do połowy XX w. W 1968 r. amerykański biolog Garrett Hardin ogłosił w tygodniku „Science” esej „Tragedia wspólnego pastwiska”, w którym dowodził, że każdy racjonalnie zachowujący się pasterz, który może wypasać swą trzodę na gminnym pastwisku, dążyć będzie do powiększenia liczby swych owiec żrących darmową trawę.

Polityka 23.2008 (2657) z dnia 07.06.2008; Nauka; s. 86
Reklama