Jest rok 1989. Prasa donosi, że w turnieju szermierczym w Łodzi wziął udział Jerzy Pawłowski. Wygrał kilka walk, przegrał dopiero z Januszem Olechem, wicemistrzem olimpijskim. Sensacja polegała na tym, że Pawłowski miał wówczas 57 lat, a na planszy pojawił się po 14 latach nieobecności. Natychmiast zareagował Polski Związek Szermierczy. Jednogłośną uchwałą zarządu zakazano mistrzowi szabli startów w zawodach organizowanych przez federację. Prezes PZSz Ryszard Parulski, niegdyś świetny florecista, potem ceniony adwokat, na łamach tygodnika „Sportowiec” wyjaśniał: niedawny zdrajca ojczyzny nie ma prawa brać udziału w zmaganiach sportowych wraz z młodzieżą.
Pawłowski w odbytej w 1989 r. rozmowie z niżej podpisanym: – Nie zdradziłem ojczyzny. Współpracowałem z amerykańskim wywiadem nie przeciwko Polsce, ale narzuconej jej władzy.
Przed wojną Pawłowscy mieszkali na Czerniakowie przy ul. Przemysłowej 5. Jerzy urodził się w 1932 r. Miał siedem lat, kiedy ojca powołano do armii. – Tata był mechanikiem samochodowym, robotnikiem – opowiadał w 1989 r. – Walczył we wrześniu, potem w AK. Po wojnie nazywano go zaplutym karłem reakcji.
Często, rozmawiając z dziennikarzami, wspominał o przykrościach zaznanych przez jego rodzinę od komuny. – Miałem antyubecką świadomość. Ubek to było pojęcie ponadnarodowe, to była władza pozbawiająca człowieka osobowości. Przeraźliwie wszechmocna – tłumaczył. Ale nie ujawnił wówczas, że jego też ta ubecja złamała. Dopiero kilka lat później wyznał, że był tajnym współpracownikiem WSW (niektóre źródła mówią o UB i SB). Działał pod pseudonimem Szczery. Szybko znalazł właściwe wytłumaczenie dla tej współpracy. W jednym z wywiadów powiedział: „Podpisałem zobowiązanie, ponieważ nie chciałem, żeby dobrali się do mojego ojca, żołnierza AK.