Archiwum Polityki

Smak morskiej wody

Znajomość Francji mamy na końcu języka. Tyle razy tu byliśmy, tak często jedliśmy i piliśmy, a za każdym razem znajdujemy coś nowego; nowe smaki, nowe zapachy, nowe doznania.

„Grecy jedli skromnie. Rzymianie wulgarnie. Prowansalczycy jedzą z finezją. Nie znajduje się u nich obżarstwa flamandzkich przyjęć, alzackich wesel, normandzkich bankietów. Nad ilość przedkładają jakość” – to zdanie z dzieła „Prowansja” pióra J. D’Arbau (cytat za L. Lewin „Podróż po stołach Francji”) wystarczająco uzasadnia nasz wybór. Ruszajmy więc na południe. Do Prowansji.

Właściciele restauracji Miramar w Marsylii Pierre i Jean-Michel Minguella bez ogródek stwierdzają, że przygotowanie najsłynniejszej zupy rybnej bouillabaisse w wersji dostępnej dla kieszeni każdego turysty jest niemożliwe.

Polityka 11.2003 (2392) z dnia 15.03.2003; Społeczeństwo; s. 100