Archiwum Polityki

Kiedyś, chyłkiem, chyłkiem

Po ostatnich wyborach w Mińsku trzeba na nowo rozpisać grafik dyżurów pod aresztem. Zamiast dwóch, trzech razy w miesiącu, jak zawsze, wypuszczają po dwa, trzy razy dziennie. A każdego, kto wyszedł, wypada przecież powitać.

Dziewczyny powinny dostać kwiaty. Ci, co pierwszy raz, najlepiej butelkę szampana.

 

Komitet powitalny musi być. Tak przynajmniej uważa Irina Tołstik, dwudziestodwulatka, właścicielka zeszytu z grafikiem wyjść i działaczka Żubra (coś jak nasza Pomarańczowa Alternatywa), która sama odwiedzała areszt kilkanaście razy. – Bo nie ma nic gorszego – mówi – niż moment, gdy człowiek zastraszony przez bezpiekę wychodzi w pustkę. Niestety, przy takim przerobie nie nadążamy z szampanem.

Polityka 46.2004 (2478) z dnia 13.11.2004; Świat; s. 60