Archiwum Polityki

Koledzy albo nikt

Dzieci z sierocińca moczą się, wyrywają sobie z głowy włos po włosku, wymiotują, kiwają się – mają choroby sierocej objawy standardowe i jeszcze sto innych, nietypowych. Ale sierotą duchowym – jak nazywają to familiolodzy – można stać się także w rodzinie.

Przed dwoma tygodniami Andrzej, uczeń piątej klasy jednej ze szkół w Bełchatowie, ukradł na targu telefon komórkowy. Nigdy dotąd niczego takiego nie zrobił. Nie sprawiał też – mówi pedagog z tej szkoły – żadnych innych trudności wychowawczych. Cichy, grzeczny, zadbany, niekłopotliwy – średnia uczniowska. Także w nauce.

Pewien tylko cień w życiorysie chłopca: ojciec popełnił samobójstwo, a on był świadkiem zdarzenia. Ale nie miało ono skutków, które stanowiłyby powód do niepokoju. Szkoły zresztą nie przyglądają się uważnie niekłopotliwym. Mają dość roboty z dziećmi, które kłopoty sprawiają.

I nagle chłopak kradnie ten telefon. Matki nie ma w domu, jak zwykle, jest tylko starsza niepracująca siostra i dwoje starszego rodzeństwa, którym ta siostra trochę matkuje. Bo matka przez całe dnie pracuje w szpitalu (nie jest lekarką ani pielęgniarką, wchodzi w skład personelu pomocniczego). Ostatnio poznała mężczyznę, pracownika bełchatowskiej kopalni, który sam wychowuje dwóch chłopców w wieku Andrzeja. Chce znów ułożyć sobie życie, to zrozumiałe. Częściej niż ona do mieszkania, w którym został Andrzej z rodzeństwem, zachodzi jej partner. Jest dobry dla dzieci konkubiny, Andrzejowi pomaga w nauce. Jakby delegowany przez matkę do odwiedzania jej domu, jakby w zastępstwie. Andrzeja musi to boleć.

Ze skradzionego telefonu Andrzej wysyła esemesy do matki: „Mamo, ratuj. Porwali mnie”. „Pani syn jest w naszych rękach” – to od porywaczy. Matka powiadamia policję. Sprawa wygląda dziwnie: jakiego okupu mogą się spodziewać porywacze od wdowy żyjącej ze szpitalnej pensji? Ale policjanci traktują ją poważnie. Przez całą noc trwają poszukiwania chłopca. Nad ranem znajduje go na klatce schodowej sąsiadka i zabiera do siebie.

Polityka 39.2005 (2523) z dnia 01.10.2005; Społeczeństwo; s. 100
Reklama