Archiwum Polityki

Powrót Czerwonego Kena

Jeśli ktoś myślał, że prawdziwy socjalizm dawno w Anglii wyzionął ducha – to był w błędzie. Tak samo jeśli myślał, że lata rządów żelaznej pani Thatcher zmieniły londyńczyków w ceniących przedsiębiorczość obywateli. Londyn zafundował sobie właśnie prezydenta, „czerwonego Kena”, który przeklina kapitalistów, a jego dawni towarzysze z Partii Pracy wykluczyli go ze swych szeregów za zbytnią lewicowość.

Wielki idol Brytyjczyków, naprawdę popularny Tony Blair, który właśnie rozważa, czy jako pierwszy premier w historii kraju ma wziąć urlop na opiekę nad dzieckiem (pani Blair wkrótce je urodzi), doznał też pierwszej poważnej porażki politycznej. Wbrew jego namowom, londyńczycy 4 maja w głosowaniu powszechnym zignorowali oficjalnego kandydata Partii Pracy Franka Dobsona i wybrali partyjnego odszczepieńca, startującego wbrew machinie partyjnej – Kennetha Livingstone’a.

Dla 55-letniego dziś Kena jest to wielki powrót na czołówki gazet, po latach zapomnienia. Prawie 20 lat temu, w 1981 r. Ken stanął na czele Rady Wielkiego Londynu (GLC), która rychło i za sprawą Kena dopiekła do żywego rządzącej pani Thatcher. Po pierwsze Ken, będąc z ludu tak jak pani Thatcher, zrezygnował z oficjalnej limuzyny przynależnej do stanowiska i jeździł metrem jak miliony londyńczyków. I na początek Ken wziął się za ceny biletów metra, co pozyskało mu wielką sympatię mieszkańców miasta, gdyż te ceny były i są najwyższe na świecie (dziś najtańszy bilet kosztuje w przeliczeniu ok. 10 zł). GLC bez wielkich ceregieli obcięła ceny o jedną trzecią, rujnując tę instytucję, która i tak przeżywa chroniczny deficyt. Oczywiście Ken nie pytał, skąd wziąć pieniądze, tylko kazał drukować plakaty z symbolem metra, gdzie na miejscu nazwy stacji pojawiło się hasło: „Keep Fares Fair” (pozostawcie uczciwe ceny). Margaret Thatcher zaskarżyła do sądu kampanię Fares Fair i wygrała.

Ken był pryncypialny. Odesłał zaproszenie na ślub Karola i Diany, gdyż – jak tłumaczył – „nie wybierano nas po to, byśmy chodzili na śluby”. Za sprawą Kena GLC stała się jednym z punktów zbiórek mniejszości etnicznych, feministek, sufrażystek, gejów i całego ludu pracującego miasta, który szczerze nienawidził Margaret Thatcher.

Polityka 21.2000 (2246) z dnia 20.05.2000; Świat; s. 40
Reklama