Archiwum Polityki

Cienie i błyski

Na Inglota ostrzy sobie zęby wiele zachodnich funduszy inwestycyjnych. I choć 300 mln zł to dobra cena za polską firmę kosmetyczną, to Wojciech Inglot sprzedawać się nie zamierza. Podbija świat w pojedynkę.

O sukcesie Inglota zadecydowała Ameryka i kobiety, które – nie ukrywa – lubi. Inglotów więcej jest w Stanach Zjednoczonych niż w Polsce. To po dziadku, który z Podkarpacia wyemigrował za chlebem. Wrócił, gdy ojczyzna odzyskała w 1918 r. niepodległość. Ale jego synowie z armią Andersa opuścili kraj. Z wyjątkiem najmłodszego, urodzonego już w Przemyślu, ojca Wojciecha. Pomysł syna na własną firmę skwitował krótko – prędzej mi kaktus na dłoni wyrośnie.

Polityka 16.2008 (2650) z dnia 19.04.2008; Rynek; s. 46
Reklama