Dr Alpert nie zdążył się zestarzeć na renomowanej uczelni, bo go z niej usunięto wraz z innym badaczem środków poszerzania świadomości Timothym Learym. Młodych badaczy wywalono w początkach lat 60., u progu potężnej fali przemian społeczno-obyczajowych w USA i na Zachodzie nazwanych kontrkulturą. Symbolami tej rewolucji stały się muzyka rockowa i festiwal w Woodstock (1969 r.), dzieci-kwiaty, ruch protestu przeciwko wojnie w Wietnamie. Konserwatywni krytycy amerykańscy i europejscy odsądzają kontrkulturę od czci i wiary.
Nie wszyscy hipisi byli zdeprawowanymi obibokami i ćpunami. Wielu szukało, jak każde pokolenie, autentycznych wartości duchowych w świecie bezdusznego molocha kapitalizmu, odmawiając udziału w powszechnym „wyścigu szczurów” do sukcesu. Niektórzy pozostali wierni przesłaniu rewolucji lat 60. przez następne dekady, kiedy sam ruch przykryła patyna historii. W tym duchu działał i uczył sam dr Alpert, nawet po wylewie, który kilka lat temu pozbawił go prawie mowy i swobody ruchu. A gawędziarzem był wyśmienitym. Jeździł niestrudzenie po całym świecie z wykładami, rozchwytywany przez organizatorów najrozmaitszych imprez zwolenników New Age, wielkiego, hybrydycznego ruchu filozoficzno-duchowego, który wyrósł na drożdżach kontrkultury w latach 70. i 80.
Pamiętaj, żeby być
Alpert opisuje w swej książce, jak do tego doszło. Koło trzydziestki – urodził się w 1933 r. w bardzo zamożnej i wpływowej rodzinie nowojorskiego prawnika – miał wszystko. Tytuł profesorski, wykłady z teorii motywacji, freudyzmu i psychologii rozwojowej, luksusowe mieszkanie pełne antyków, Mercedesa, samolot Cessna 172, samochód sportowy MG, jacht, wakacje na Karaibach.
Ale nie miał jednego: pewności, że jego dziedzina, psychologia, naprawdę sięga istoty kondycji ludzkiej.