Archiwum Polityki

W kleszczach kleszcza

Biała kurtka pokryta gęstą siatką nasączoną środkiem odstraszającym owady, rękawice, impregnowane spodnie i wysokie buty z wywiniętymi cholewami. Kapelusz z dużym rondem też chemicznie zabezpieczony oraz apteczka z antybiotykiem i środkami odkażającymi. To nie ekwipunek żołnierza obrony chemicznej, lecz przezornego amatora grzybobrania.

W lesie nie czyhają już na nas wilki czy niedźwiedzie, ale mimo to nie możemy czuć się bezpiecznie. Niewidoczny wróg czai się w trawach i zaroślach. Żądny krwi kleszcz miesiącami może czekać na swoją ofiarę.

Pierwsze wzmianki na temat „kleszczowej gorączki” u ludzi i zwierząt odnajdujemy już w egipskich papirusach z XVI w. p.n.e. i w greckim oryginale „Odysei” Homera z IX w. p.n.e. Uwiecznił on psa Odyseusza, Argosa, zaatakowanego przez kleszcze.

Polityka 29.2002 (2359) z dnia 20.07.2002; Społeczeństwo; s. 70