Archiwum Polityki

Na cienkim lodzie

Wrzucić sieć pod lód, przeciągnąć kilkaset metrów i wyciągnąć pełną ryb umieją w Polsce już nieliczni. I z roku na rok jest ich coraz mniej, bo technika, z której kiedyś żyły całe wsie, staje się bezużyteczna i mało opłacalna.

Ale o czym tu gadać – śmieją się – zaczynamy od zakładni. Rymbacze idą pierwsi z pikami i rąbią. Jak wyrąbią, wpuszczamy chochlę z wędrychem i ciągniemy niewód. Ciągną chochelnicy z szukarkami, a flaczkowi i inni ciągną linę przy braninie i nawijają na babę. Stynka jest, jest dobrze, kaszorki idą w ruch, jest pieniądz. Marny, ale jest. Nie ma o czym gadać.

A jednak jest.

Józwa rąbie zawzięcie

Głuche jęknięcia roznoszą się daleko, hen, po lodzie, gdy Józwa unosi do góry pikę, żelazną żerdź ostrą jak brzytwa, i z impetem uderza nią w lód.

Polityka 7.2009 (2692) z dnia 14.02.2009; Na własne oczy; s. 108
Reklama